wtorek, 23 października 2012

Trasa we mgle

Witojcie :D :D
Miło mi że znów zaglądacie na bloga i czytacie wpisy ;)
Nie ma nic piękniejszego od tego, jest to dla mnie nie jako zapłata za posty, które piszę z chęcią ;]


Ale nie o tym miał być post. Jak możecie sądzić po temacie, będzie to opis trasy, niestety nie będzie on taki udokumentowany zdjęciami jak chciałem ale cóż, trudno. Winny jest temu mój już mocno przycisnięty życiem komputer.

Trasa o której mowa miała miejsce w zeszłą niedzielę w którą wystąpiły jak silne mgły.
Ha, mgła, i pierwsze co zobaczyłem w ten dzień jak wstałem o 6 to była: "ja ebie, ale pogoda." Trasa w celach prywatnych, osobówką. Samochód: A4 :]

Start w godzinach porannych o godz. 7:00, i w moich okolicach, mgła dopiero się rozwijała w najelpsze. Ja od samego początku zasadłem za sterami naszego bolidu i jedziem po mału. Warto także dodać że była to moja pierwsza taka (jak się okaże później) trasa. Pokonując pierwsze kilometry z myślą że w godzianch późniejszych mgła zniknie, ja przyzwyczajałem się do ciut innej techniki jazdy. Z boku siedział tata, doświadczony wieloletni kierowca, więc miałem także zapewnione wskazówki jak się zachować w takich sytuacjach, oczywiście trzymanie większego dystansu dopoprzedzającego samochodu to podstawa, dłuższe sygnalizowanie zamiaru zmiany pasa ruchu czy kierunku to też rzecz jedna z podstawowych. Więc jedziemy, pierwsze takie większe miasto po przejechaniu 50 km to Ostrów Wlkp, którego przejechaliśmy obwodnicą o numerze na mapie - S11. Ogólnie trasę dość znam, ponieważ w okolichac poznania mamy rodzinę więc i jazdy w tamte kierunki jest trochę to się zapamięta. Po minięciu raz dwa tego miasta, kierujemy się Dk 11 na Pleszew. Jazda cały czas we mgle, ale jest dzień, więc nie ma tragedi, to co się działo wieczorem po zmierzchu to była jazda. Ale o tym później. Dalej nie zmieniając drogi, lecimy na Jarocin, a dalej na Środę Wielkopolską. Tutaj zjeżdżamy na stację, szybki zakup kawy i spowrotem że tak powiem na szlak. Teraz poprowadzi tata. Jedziemy na Kurnik, ja już swoją kawę wypiłem więc mogę się spowrotem ładować za kółko. Najbliższy parking i znów przesiadka, wytaczamy się. Teraz jazda po eSce, czyli S11, i tutaj mgła już jakby zeszła, pozwalała na jazdę w granicach 100 km/h. Taką też prędkością jechałem, z tej eski, zjeżdżamy, lecz to nie koniec wolnej jazdy, obieramy odpowiedni wjazd i po chwili jesteśmy na A-2 lecąc w kierunku Świecka. Ten odcinek który my pokonamy jest bezpłatny. Mimo że limit tutaj jak wiadomo wynosi 140 to jechałem 100-110 km/h ze względu na warunki panujące na drodze. Zawali drogą nie byłem a taka to prędkość była bezpieczna. Tą piękną drogą nie wiele jechałem, ponieważ już po 10 km, były oznaczone zjazdy, w tym jeden nasz. Zjazd komornik to nasz zjad. Ale tutaj jeszcze kawałek S-11. Po kilku skrzyżowanich w mieście, paru światłach docieramy do celu. Jechałem koło toru poznań, oraz lotniska Ławica. Była taka mgła że samoloty nie latały, tylko jeden około 13 wystartował, i po nim już było koniec, mieszkać w takim pobliżu że ten dzwięk dość mocno słychać, przeżycia jak nie wiem ;D
Ale po paru latach, można się przyzwyzaić. Star był jak pisałem o 7, u celu jesteśmy o 10 z minutami. Więc nie jest źle, skoro było około 210 km do przebycia. A zbytnio się pogonić nie dało, ponieważ prędkość w granicach 80 była rzadością, ale nie tylko my tak jechaliśmy, tylko wszyscy, Przynajmniej ci normalni. W dorgę do domu wyruszaliśmy koło 16, już nie będę opisywał kolejnych dróg jak jechaliśmy bo trasa była ta sama, lecz kilka jeszcze słów na inny temat. Jadąc już po zmierzchu, mgła była jeszcze gorsza niż rano, wszyscy w rządku grzecznie, lecz kilku twardzieli się znalazło co mimo mgły szli lewy pasem na złamanie karku. Jeden taki incydent mi mocno utkwił w głowie. Koło 18 może później, widoczność na około 30-40 metrów wszyscy w rządku, prowadzi peleton Scania, kierowca jechał dobrze, dlatego nikt go nie wyprzedzał, jak była lepsza widoczność to jechało się szybciej, wraz ze spadkiem widoczności spadała prędkość. Ale okej, nikt nie narzeka. Ja nami jeden twardziel się znalazł, wyprzedzał na raz sześć osobówek i tą ciężarówkę, widoczność słaba gdy był na wysokości tej Scani ukazały się światła ciężarówki jadącej z naprzeciwka, to kierowca hebel i na prawy pas zajeżdżając drogę osóbówce, która cudem jakoś nie uderzyła w niego. Słów jakie leciały w stronę tego kierowcy na Cb radiu nie muszę chyba przytaczać, takich była jeszcze później paru, tylko czego my się później dziwimy że jest tyle śmiertelnych wypadków? Ale są ludzie którzy potrafią sporo kilometrów jechać jeden za drugim, wolno a bezpiecznie, ale widać są i tacy jak opisani ryzykanci. Ich życie ich decyzja, tylko że nie raz winny ludzie także cierpią.
Był także jeden moment w którym widoczność spadła to 10-20 metrów. Wtedy max 20 km a i tak śmierć w oczach. To był dla mnie prawdziwy chrzest bojowy ;D :D

Do następnego ;)

Pozdrawiam.

4 komentarze:

  1. Do mieszkania obok ławicy idzie się przyzwyczaić, mieszkam akurat niedaleko ;)

    A w zeszłą sobotę również zaliczyłem trasę w tej mgle Poznań -> Szklarska Poręba.

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja ostatnio też zaliczyłem trasę we mgle bliziutko bo 40km ale to tylko odwiedzinki u rodziny były ale mgła była taka, że max 30km/h się jechało. Z tym, że to była noc więc też to robiło swoje.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciezka jest jazda w mgle, nawet powiem ze masakryczna... Wiec mozna powiedziec, ze pierwsze lody w trudnych warunkach zostaly przelamane ;]]

    OdpowiedzUsuń
  4. Chrzest bojowy kazdy ma :) ja juz zaliczylem oblodzone i nieodsnierzone drogi i jazde w mega duzym deszczu na mgle jeszcze nie natrafilem :/ pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń