piątek, 30 marca 2012

Pomoce naukowe

Witam ponownie na moim blogu :)

Po liczniku wyświetleń stron widzę że naprawdę sporo osób tutaj zagląda. Cieszy mnie ten fakt. Można zaobserwować także wzrost liczby komentarzy co jest także dużą zaletą, i potwierdzeniem dla mnie że nie jest chyba najgorzej.
No ale nie o tym miało być w tym poście. Jak sobie ostatnio pomyślałem że mówiłem o wykładach i jazda ale nie powiedziałem jeszcze o jednym. Bo jeśli ktoś już ma prawko to wie że z czegoś trzeba było testy poćwiczyć przed egzaminem. Oczywiście jest sporo stron w internecie na których można zrobić testy on-line czy pobrać program na dysk. Tak, zgoda są. Ja na pierwszym wykładzie dostałem taką książkę z testami. Mówił nam szef OSK który prowadził wykłady że w bazie danych w WORD-zie są pytanie takie jakie są w tej książce. I takową dostaliśmy. Może pokaże:

Okładka z przodu:


Okładka z tyłu:



Może nawet ktoś też taką miał, ponieważ podobno jest bardzo popularna. Jak widać z tyłu na okładce jest wnętrze Yaris'ki - czyli samochodu na jakim się uczę oraz na jakim będę miał egzamin.
Ale wiadomo że nie dostaliśmy tego żeby sobie zdjęcia oglądać. Z nich trzeba korzystać i zaglądać do wnętrza że tak powiem :D
W środku są zestawy testowe których jest 20 (jeden zestaw składa się z 18-stu pytań)
Ogólnie wszystkich pytań w książce jest 524. Do tego z tyłu znajdują się odpowiedzi oraz jest taka coś ala wkładka na której są znaki. Są to zdjęcia i opis co za znak jest przedstawiony. Wiadomo że jeśli ktoś kumaty to takie coś mu nie potrzebne ale są różne asy na świecie i różne rzeczy wymyślają i tworzą nowe znaki :D
Sam o kilku słyszałem, jeden z nich taki charakterystyczny jak chłopak na egzaminie miał sprawdzić światła STOP-u. Wiadomą rzeczą jest że trzeba nacisnąć pedał hamulca i zaobserwować z tyłu pojazdu czy się światła świecą. I właśnie ten chłopak na egzaminie zamiast poprosić egzaminatora o pomoc w sprawdzeniu (tak należy zrobić) to sam naciskał i wyskakiwał z samochodu i leciał to tyłu zobaczyć czy się światła świecą. Na pytanie egzaminatora czy może ma mu pomóc odpowiedział że nie, on sobie poradzi. Jak się jego egzamin skończył nie wiem. Wiem tylko że tłumaczył że zanim światła zgasną to on zdąży sprawdzić. Ja nie mam na celu jakoś z niego się wyśmiewać, bo nie wiadomo jak ja będę zdawał, ale widać co potrafi stres zrobić z człowiekiem. Jeden sobie poradzi z nim lepiej a drugi gorzej. Pewnie tutaj był ten drugi przypadek.
Koniec mojego gadania, czas na kilka zdjęć:








To tyle moich byle jakich pstryków. Mam tylko nadzieję że Was zbytnio nie zanudziłem moimi opisami.

Zdjęcia także powinny teraz się otworzyć duże i czytelne, ponieważ jak są moje to je wrzucam na znany serwer i jest okej ale jak pożyczam od kogoś to różnie to tutaj wychodziło.
Jak się podobało to się cieszę, jak to to trudno, szkoda. Starałem się.


Dziękuję za dotarcie do końca :)
Jakieś sugestie czy pytania w komentarzach mile widziane :)

Cześć :)

czwartek, 22 marca 2012

Znów jazdy...

Cześć :)

Witam wszystkich którzy ponownie zajrzeli na bloga którego prowadzę.
Jako że od jakiegoś tygodnia nic się nie ukazało, muszę coś napisać. Temat jeden mam. Moje jazdy.
Ktoś może zapytać znów ten temat? Przecież ostatni post był na takowy temat. Ale jest trochę różnicy. Najpierw chciałbym także przeprosić za sposób napisania poprzedniego postu, gdy pisałem wszystko było normalnie, lecz gdy go opublikowałem to efekt był takich że linijki się trochę przestawiły. Gdy chciałem edytować to było wszystko okej. Przyczyny nie znam, mam nadzieję że już takich "homo nie wiadomo" nie będzie.

Ale wracamy do sedna sprawy. Więc aby wszystko miało sens musicie wiedzieć że ja egzamin będę zdawał w WORD-zie ale ode mnie to tego ośrodka jest 60 km. Więc trzeba tam dojechać. Jak mogliście przeczytać poprzednio miałem jazdy po mieście u siebie. Tutaj to nie było zbytniego trudu ponieważ miasteczko nie jest duże i wszystko jechało się na pamięć. Po drugiej godzinie na mieście instruktor powiedział że mogę jechać dalej. Więc zadzwoniłem, omówiłem się i tak oto pojechałem. W dniu wyjazdu zbiórka w umówionym miejscu koło 5:50 ponieważ rano o 6:00 ogień. Tak więc dzień zaczął się szybko. Ogarnięcie siebie i jazda na miejsce zbiórki, pod sklep. Okej zajechała eLka, słynna oczywiście Toyota Yaris. Jako że czekały ze mną jeszcze dwie osoby której jechały tylko na egzamin (oblały go) to ja miałem przyjemność prowadzić całą drogę czyli całe 60 km. Rano jak to rano, ruchu praktycznie nie było więc i jazda szła sprawnie. Oczywiście w terenie zabudowanym 50km/h (było na liczniku 55 km/h) a poza teren zabudowanym mogłem iść całe 90 km/h. Po drodze trzeba było przerobić jeden z regulatorów prędkości czyli traktor. Chwilkę za mim jechałem i instruktor mówi: "Jak będzie wolne to wyprzedzaj" więc czekałem, czekałem aż w końcu wolne. Lusterko - patrze wolne, kierunek znów lusterko i ogień na lewy i sandał. Raz dwa i tylko traktorzysta nas widział :D
Dalej bez żadnych przygód, szło sprawnie. Podjechaliśmy pod WORD. Osoby które szły na egzamin to poszły a ja na miasto. Początkowo okej wałkowałem zawracanie na drodze dwujezdniowej. Bez ekscesów. Później troszkę inna bajka. Pojechalim dalej :D
Tutaj na mnie czekała sygnalizacja świetlna. Pikuś. Małe schody się zaczęły gdy miałem podporządkować się pod warunkową i gdy będzie owa zielona strzałka to oczywiście po upewnieniu się że nie spowoduje to utrudnienia ruchu można jechać. Niestety strzałka ta nie pali się wiecznie. Wiadomo pierwszy raz był ciężki drugi już lżejszy. Później było jako tako. Czyli po japońsku :D

Wiem że jeśli ktoś kto czyta co piszę w tym poście to może i się śmieje z tego, ale inaczej się jak się obserwuje coś z prawego fotela. Za kółka to wszystko wydaję się troszkę inne. Oczywiście było to moja pierwsza lekcja w tym mieście także też myślę że teraz będzie już tylko lepiej.

Wszystkim którzy wytrwali do końca bardzo dziękuję.
Zapraszam ponownie. Proszę także jeśli to dla Was nie problem, zostawiajcie po sobie komentarze :)

Do następnego :)

środa, 14 marca 2012

Jazdy

Temat postu dość obiecujący. Więc już teraz możecie się domyślać co chce dalej pisać.
Tak, tak. Skończyłem wykłady o czym już kiedyś napomniałem. Po teorii przyszedł czas na praktykę.
A więc może po kolei. Jestem już po dwóch lekcjach czyli po dwóch godzinach.
Lekcja pierwsza to wiadomo. Ogólnie kilka słów o samochodzie. Ja uczę się na znanej wszystkim Yaris'ce.
Myślę że każdy wie jak to "cudo" wygląda wieć żadnego foto nie będe wstawiał, w razie gdyby ktoś nie
wiedział to przecież wujek google wie ;D. Najpierw wiadomo fotel, część siedziska, cześć o którą się
opieramy oraz na końcu zagłówek. Następnie powiedziano mi co i jak z lusterkami i jak sobie je ustawić aby
jazda była łatwiejsza. Ok mamy i to. Jeśli ktoś nie wie, to lusterka mamy trzy. Dwa zewnętrze oraz jedno
we wnętrzu samochodu. Tak tak to te na przedniej szybie. Może Wam się nie spodoba że piszę w taki trochę
humorystyczny sposób, ale przecież to chyba wszyscy wiedzą. Jeśli ktoś nie wie, to możecie zadawać pytania
w komentarzach. Po tych czynnościach, już można było odpalić samochód. Następnie jedynka, ręczny w dół
i... poszły konie po betonie! ;D Żwawy silnik 1.0 rwał to przodu niczym formuła jeden. Na samym placu
można było osiągnąć zawrotną prędkość 10 km/h. Wiadomo że łuku z taką prędkością się nie zrobi, więc
lekkie do hamowanie i z prędkością 5km/h już na łuku można było jechać. Nie wiem czy to dobry powód do dumy ale na pierwszej jeździe i manewrowaniu po placu nie strąciłem żadnego pachołka. Czy to warte oklasków sami musicie stwierdzić. I z pierwszej godziny to było by na tyle. Po zajęciach telefon aby ustalić
następną "jazdę" i jest. Okazało się że była ona zaraz za dwa dni. Na tą lekcje już z kolegom mieliśmy
nadzieję że chociaż na moment wyjedziemy na miasto. Okazało się że byliśmy chwilę dłużej bo aż 50 min.
Oczywiście najpierw ustawienia fotela, lusterek i dopiero jazda. Najpierw powoli, z lekką niepewnością.
Następne kilometry były już pewniejsze ale wiadomo że po kilku minutach raczej mistrzem kierowcy się nie
jest. Było jedno zawracanie na drodze o bardzo ale to bardzo małym natężeniu ruchu. Następnie kilka rundek
po okolicznych osiedlach. Tutaj też podczas jazdy małe pytanko ze znajomości znaków które akurat
mijaliśmy. Tak sobie jeździliśmy, jeździliśmy aż w końcu wypad na drogę że tak powiem główną która szła
przez miasto, droga na której już było można poczuć większy ruch. I znów lekki stresik, ponieważ wszyscy
jak widzą eLkę to byle to coś minąć. Szkoda tylko że nie pamiętają jak się sami uczyli. Na szczęście nikt
mnie nie strąbił. Mój rekord prędkości podczas jazd po mieście to 40 km/h czyli w granicach dopuszczalnej
prędkości. Po godzinie zjazd na plac, gdzie ja zakończyłem swoją lekcję a kolega zaczynał. Ogólnie ośrodek
super, a instruktorzy jeszcze bardziej. Naprawdę w porządku. Żadnego stresu, śmiechu z nimi co nie miara.
Oby każdy takich miał. Następne godziny mam już wyznaczone. W ramach możliwości czasowych i jakiegoś planu w głowie o czym jeszcze napisać będę to robił.

Do następnego :)
Dzięki że doczytaliście do końca.


Pozdrawiam.

niedziela, 11 marca 2012

Polska - Szwajcariax2 - Niemcy - Polskax7

Dzień1 Poniedziałek 27.02.2012r.
Start: Borki (PL)
Meta: parking Pegnitz (D)
 
Bez pośpiechu, późnym rankiem zaczęliśmy dzień pracy. Najpierw śniadanie, toaleta na koniec zanoszenie rzeczy do DAF-a. Wszystko było gotowe, więc ruszyliśmy. Standardowo kierunkiem naszej podróży był Wrocław. Po drodze szybki zjazd na bazę dolać AdBlue i powrót na wytyczoną trasę. Ładunek lekki, jazda spokojna a norma zadowalająca. Od AOW na tempo macie tata ustawił 85km/h i takie tempo zostało do samych Jędrzychowic. Zjazd na Żarską na BP w celu zrobienia zakupów w markecie i pozbycia się ostatecznie skutków zimy na myjni. Na myjce kolejka więc odczekaliśmy swoje, w końcu chłopaki zaprosili do środka oblecieli auto i kilkanaście minut później czyści wyjechaliśmy na parking. Żeby nie marudzić więcej czasu szybko znaleźliśmy stojankę popatrzeliśmy co potrzebne i poszliśmy do marketu na zakupy i powrót do auta. Dokręciliśmy pauzę i ogień dalej. Niemcy jak Niemcy na autobanie 8,5 złotego i tak do Pegnitz, gdzie zakończyliśmy podróżowanie na 1 dzień. Po lunchu seans filmowy, toaleta i spanie



 
 


Dzień2 Wtorek 28.02.2012r.
Start: parking Pegnitz (D)
Meta: Wallisellen (CH)

 
Dzień zaczęliśmy o 2.00. Po porannej rutynie ruszyliśmy dalej w kierunku Szwajcarii. Nic ciekawego się po drodze nie działo, za oknem ciemno to nuda szybko przyszła i przysnąłem. Kilka razy się przebudziłem ale z powrotem zasypiałem. Ostatecznie przebudziłem się gdzieś z godzinę przed przekroczeniem granicy z Austrią. Na niebie świtało i zaczęło się przejaśniać a w oddali widać było krajobraz Alp, więc mogłem wyciągnąć aparat i porobić parę zdjęć. Na granicy z rana jak zawsze był kocioł, więc ja wyskoczyłem i poszedłem na spedycje z papierami a tata pojechał na terminal zająć stojankę i wykupić ticket na drogi. W biurze odczekałem z 20 minut, poszedłem do celnika szwajcarskiego a, że wszystko było ok. to minut dwie i byłem zrobiony. Znalazłem tatę, zrobiliśmy nawrotkę i najbliższym wjazdem wjechaliśmy na A1 na Zurich. W Gossau odwaliliśmy cały dzień razem z 2 innymi Polakami z powodu nieróbstwa magazyniera ale koniec końców udało się zdać pół auta. Czasu starczyło na dojazd do Wallisellen i pomimo późnej pory przyjęli papiery. Do wiadomości podali, że rozładunek jutro od 8.00 i możemy od razu stać pod rampą, żeby rano niepotrzebnie jeździć. Jak widać, jak się chce to można bez problemu współpracować i umilić pracę kierowcy. Obok stał Słowak więc mieliśmy kompana do rozmowy. Język słowiański podobny więc dobrze się dogadywaliśmy i strzeliliśmy przy tym po kilka piw. Wieczorem się rozeszliśmy, zjedliśmy kolację i po wieczornych obrządkach poszliśmy spać.
 
 
Dzień3 Środa 29.02.2012r.
Start: Wallisellen (CH)
Meta: Trossingen (D)

 
Rano o siódmej mieliśmy pobudkę. Śniadanie i przygotowanie do rozładunku. Punkt ósma był znajomy nam magazynier z pochodzenia Portugalczyk. Bez problemu i szybko nas zrzucił. Na koniec, trochę pożartowaliśmy i założyliśmy się, że jeśli Polska wygra z Portugalią kupuje nam po piwie, jeżeli zaś przegra to na odwrót. Wzięliśmy papiery i pojechaliśmy na Thaygen bo załadunek mieliśmy na wysokości Villingen-Schwenningen. W czasie jazdy wbiłem adres na mapę w laptopie patrząc, którędy najlepiej dojechać. Na granicy luz, tata zapłacił za drogę i dalej jazda. Godzinę później i byliśmy na miejscu. Fakt sprawił, że robili tam Polacy więc „koniec języka za przewodnika”, dowiedzieliśmy się to i owo po czym wróciliśmy do auta. Była wczesna pora to, trochę pospacerowaliśmy po mieście i po południu powrót do samochodu bo zgłodnieliśmy. Słońce chyliło się ku zachodowi, na dworze robiło się zimniej więc resztę dnia spędziliśmy w kabinie oglądając filmy. Wieczorem toaleta i spać.




Dzień4 Czwartek 01.02.2012r.
Start: Trossingen (D)
Meta: Zgorzelec (PL)

 
Obudziłem się wcześnie rano, ale nie chcąc budzić taty nie schodziłem z łóżka tylko, leżałem i czekałem. Chwilę później przebudził się tata, trochę pogadaliśmy tak leżąc, ja na górze tata na dole po czym zabraliśmy się do roboty. Z powodu wczorajszego lenistwa przypadło dzisiaj mycie garnków, patelni i sztućcy po wczorajszym obiedzie. Po śniadaniu przygotowaliśmy auto pod załadunek. Chłopaki ręcznie ładowali a my co jakiś czas tylko zapinaliśmy pasami kolejne ułożone warstwy ładunku. Mozolnie bo mozolnie ale coraz mniej pustego miejsca zostawało na naczepie, aż w końcu załadunek dobiegł końca. Wypisali papiery i mogliśmy jechać. Była to już późna pora bo po 13 albo koło 14. Jak tylko byliśmy na autobanie, szliśmy na odcięciu bo nie widziało nam się, żeby spać niedaleko granicy. Na drodze ruch gęstniał i koło Stuttgartu odstaliśmy w dwóch korkach. Potem na A6, też lekkie zatwardzenie bo na lewym pasie dwie osobówki się przytuliły. Mieliśmy farta, bo jak tylko przejechaliśmy to zamknęli na jakiś czas autostradę. Koniec końców za pierwszą zmianę dognaliśmy do parkingu przed „Górą Płaczu”. Tam odkręciliśmy czterdziestkę piątkę, zjedliśmy słoik pulpetów i ruszyliśmy dalej. Godziny były późne to i ruch ustawał a jazda płynniejsza. Z zapasem 4 minut udało się dolecieć do Orlena na Zgorzelcu i znaleźć stojankę na parkingu. Krótka pogaducha przy browarze i koło 2 poszliśmy spać.




Dzień5 Piątek 02.03.2012r.
Start: Zgorzelec (PL)
Meta: Borki (PL)

 
Wcześnie rano, zjedliśmy w pobliskim barze jajecznice i ruszyliśmy dalej. Na A4 nic szczególnego się nie działo, wiało nudą, więc czas zleciał na rozmowie, czytaniu prasy i słuchaniu muzyki. Dzisiaj bez, żadnego pośpiechu jechaliśmy 85km/h więc norma systematycznie spadała. Na wysokości Brzegu zjazd, trochę potłukliśmy się chyrami a potem już równą DK94 toczyliśmy się w stronę Opola. W Buszycach mieliśmy zrzutkę i znowu trochę czasu minęło, bo rozładunek też ręczny. Siedząc w aucie już cieszyliśmy się, że zaraz wrócimy do domu i będziemy mieli wolny weekend. Radość krótko nie trwała, bo firma ożeniła nas z jakimś nawozem do Rychłocic. Dali adres do malutkiej wioseczki, więc po zrzutce zaraz się Tm udaliśmy. Na miejscu nikogo nie było więc zadzwoniliśmy do biura mówiąc jak jest sytuacja. Okazało się, że ktoś z góry pochrzanił adresy i załadunek mieliśmy 10-15km od miejsca, w którym staliśmy a pracownik specjalnie na nas czeka. No to szybka nawrotka i rura na właściwy adres. Wózkowy swój chłop, nie był tym faktem zdenerwowany i spokojnie nas załadował. Załadowaliśmy 48 BigBag-ów i zwinęliśmy się do domu. Część drogi w opłakanym stanie więc i żółwim tempem posuwaliśmy się do przodu, ale później droga była już równa więc mogliśmy nieco przyśpieszyć. Zaskoczył nas wyremontowany dość duży odcinek drogi co znacznie przyśpieszyło czas powrotu. W Kępnie o dziwo spokój bez, żadnego stania przejechaliśmy. Potem już DK8 zjazd na DK14 kawałek dalej i byliśmy w domu. Jeszcze tego samego dnia udało się dogadać z kolesiem, że jutro bez problemu nas rozładuje.

 


 
Dzień6 Sobota 03.03.2012r.
Start: Borki (PL)
Meta: Borki (PL)

 
wstaliśmy o 6.00. Bez śniadania pojechaliśmy na rozładunek. Dużego dojazdu nie było bo może z 40-50km. Na miejscu byliśmy 30 minut przed czasem, więc zrobiliśmy sobie śniadanie. Punkt 8.00 przybył gospodarz zaprowadził nas na plac, a potem wózkowy rozładował naczepę. Papiery były podbite, więc mogliśmy ruszać. Zanim ruszyliśmy, telefon z firmy. Znowu nas z czymś ożenili. Tym razem mieliśmy zaprowadzić swoją naczepę do Wieruszowa, wrócić do Wielunia by zabrać inną naczepę od nas i znowu wrócić do Wieruszowa. Wracając zatankowaliśmy kotły w Wieluniu i pognaliśmy do Wieruszowa podstawić Wieltonkę pod załadunek. Tata poszedł do biura ja rozpiąłem konia z naczepą. Zaraz po wyjeździe zabraliśmy kierowcę. Akurat się złożyło, że pochodził z Wielunia więc bardzo mu to pasowało, że jedziemy dokładnie tam, gdzie chciał się dostać. W korku do świateł wyskoczyłem z auta i poszedłem pozałatwiać kilka spraw na mieście a tata poleciał po naczepę. Zgadaliśmy się, że będę czekał na przystanku i mnie zgarnie. Pozałatwiałem wszystko i czekałem na przystanku a chwilę potem zjawił się tata i mogliśmy jechać dalej. Naczepę odstawiliśmy na bazę a koniem pojechaliśmy do firmy. Spięliśmy zestaw i poszliśmy na magazyn, żeby zabezpieczyć ładunek a przy okazji pomóc w załadunku. Jak było wszystko gotowe wróciliśmy późnym popołudniem do domu całym zestawem.




Tak tak, to już koniec tej wspaniałej opowieści. Musicie sami przyznać że Kamil - mój kolega pisze świetnie.
Jego opisy można czytać całymi dniami. Bez opamiętania. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Już niedługo zajrzyjcie tutaj znów ponieważ będą (tak myślę) ciekawe wpisy. Dotyczyć będą mojego zdobywania kategorii o której już wcześniej pisałem. Mam nadzieję że moje teksty też ktoś czyta. :D
Aha, bym zapomniał. Ostatnio już ktoś zarzucił temat aby zdjęcia nie były miniaturki tylko normalne duże. Oczywiście jest to tylko i wyłącznie moja wina. Ale teraz wypróbujcie inny wariant. Po przeczytaniu opisy, kliknijcie normalnie lewym przyciskiem myszy na zdjęcie. Powinno się otworzyć przeglądanie zdjęć takie jak umożliwia to system tego bloga. A nie otwierajcie tego na osobnej karcie. Powinno pomóc.

Czekam na Wasze komentarze, ja oraz Kamil.

Do następnego !

Cześć :)

sobota, 3 marca 2012

Wykłady...

Witam.

Od dłuższego czasu nic się tutaj nie pojawiło. Niestety doba jest póki co dla mnie za krótka.
Nałożyły się wykłady do tego oczywiście szkoła i czasami to już później wieczorami nic się nie chciało.
Moje wykłady trwają do 16 do 18. No może nie całe 2h ale bardzo blisko. Powoli one już dobiegają końca i w tym tygodniu je skończę. Już wiem że w tym ośrdoku jazdy są rozpisywane na ostatnim wykładzie, dlatego też jak będę po wykładach to także coś spróbuję tutaj opisać. Wiadomo że później podczas jazd będzie więćej tematów do opisania niż teraz. Przecież ileż można pisać o wykładach na których się siedzi i słucha oraz ogląda animacje. Mieliśmy już także temat "Pierwsza Pomoc". Ten wykład prowadził nie byle kto, ponieważ był to człowiek który z tą dziedziną ma wiele wspólnego. Podobny medyk z karetki. ALe pojęcie miał. Nie było to dla nas nic nowego ponieważ Ci co są w szkole średniej wiedzą że na lekcjach PO (Przysposobiennie Obronne) temat pierwszej pomocy jest omawiany. Przynajmniej u mnie w szole był i to bardzo dobrze było to wszystko omówione oraz pokazane. Mieliśmy także okazję pocwiczyć na fantomach prowadzenie masażu serca. Ogólnie taki coś jest bardzo przydatne, zawsze może się to człowiekowi przydać.

Powoli będę już kończył tego posta. Mam tylko nadzieję że nadal odwiedzać tutaj moje wypociny :D
Jeśli macie jakieś pytanie to także w komentarzach możecie je zadawać, jeśli będę znał odpowiedź to
oczywiście odpowiem.

Pozdrawiam :)

Do następnego! :)

wtorek, 21 lutego 2012

Zaczynam!

Witam po raz kolejny na moim blogu :)


Temat pewnie niewiele Wam mówi, ale stało się!
W dniu dzisiejszym (tj. 21.02.2012r.) gościłem na pierwszych wykładach na prawo jazdy kat. B.
Pewnie pomyślicie że jak można przeżywać uzyskiwanie kategorii którą ma prawie każdy. Uwierzcie mi na słowo że można. Trochę trzeba było czekać na to wydarzenie ale w końcu jest. Póki co są to tylko wykłady, czyli różnego rodzaju filmiki które mają na celu nauczenia nas zasad ruchu drogowego. Zajęcie nie są nudne ponieważ prezentację są ciekawe jak i Pan który to prowadzi ma bardzo fajne podejście do młodych ludzi.
Mimo swojego wieku zachowuje się tak jakby też miał niespełna 18 lat. :DHumor go nie opuszcza.
Tutaj już będę kończył moje tworzenie, ponieważ i teraz nie mam za wiele czasu, ale o wykładach ileż można pisać. To trzeba przeżyć! :D W ramach kursu otrzymaliśmy także książki z przykładowymi testami.

Wkrótce pojawi się także coś więcej oraz później będą wpisy z jazd, na które już teraz czekam.


Pozdrawiam :)

piątek, 17 lutego 2012

PL -- D -- PL

A więc obiecany film którego reżyserem jest mój kolega Kamil.
Film oczywiście możecie ocenić sami ale według mnie jest na bardzo ale to bardzo wysokim poziomie. Chyba już starczy mojego gadania, czas na film.
Jeśli ktoś śledzi mój blog to w najbliższym czasie pojawi się myślę dość ciekawy temat, ale to póki co zostaje tajemnicą lasu ;D
Film jest podzielony na części.



Part 1

oraz

Part 2


Muszę Was przeprosić że są to linki do filmów a nie jak było w przypadku w którym pokazywałem zwiastun ale nie można było znaleźć filmów które Kamil wrzucił na YT, po prostu opcje bloga niestety nie są takie jakbym chciał. Ale obejrzeć możecie, i naprawdę bardzo gorąco polecam.

Wracając to mnie, to ostatnio nic nowego się nie pojawiło, ale w najbliższym czasie będą myślę dość fajne posty, o ile także szkoła pozwoli. Miejmy nadzieję że tak. :)

Do następnego

Pozdrawiam :)