Temat postu dość obiecujący. Więc już teraz możecie się domyślać co chce dalej pisać.
Tak, tak. Skończyłem wykłady o czym już kiedyś napomniałem. Po teorii przyszedł czas na praktykę.
A więc może po kolei. Jestem już po dwóch lekcjach czyli po dwóch godzinach.
Lekcja pierwsza to wiadomo. Ogólnie kilka słów o samochodzie. Ja uczę się na znanej wszystkim Yaris'ce.
Myślę że każdy wie jak to "cudo" wygląda wieć żadnego foto nie będe wstawiał, w razie gdyby ktoś nie
wiedział to przecież wujek google wie ;D. Najpierw wiadomo fotel, część siedziska, cześć o którą się
opieramy oraz na końcu zagłówek. Następnie powiedziano mi co i jak z lusterkami i jak sobie je ustawić aby
jazda była łatwiejsza. Ok mamy i to. Jeśli ktoś nie wie, to lusterka mamy trzy. Dwa zewnętrze oraz jedno
we wnętrzu samochodu. Tak tak to te na przedniej szybie. Może Wam się nie spodoba że piszę w taki trochę
humorystyczny sposób, ale przecież to chyba wszyscy wiedzą. Jeśli ktoś nie wie, to możecie zadawać pytania
w komentarzach. Po tych czynnościach, już można było odpalić samochód. Następnie jedynka, ręczny w dół
i... poszły konie po betonie! ;D Żwawy silnik 1.0 rwał to przodu niczym formuła jeden. Na samym placu
można było osiągnąć zawrotną prędkość 10 km/h. Wiadomo że łuku z taką prędkością się nie zrobi, więc
lekkie do hamowanie i z prędkością 5km/h już na łuku można było jechać. Nie wiem czy to dobry powód do dumy ale na pierwszej jeździe i manewrowaniu po placu nie strąciłem żadnego pachołka. Czy to warte oklasków sami musicie stwierdzić. I z pierwszej godziny to było by na tyle. Po zajęciach telefon aby ustalić
następną "jazdę" i jest. Okazało się że była ona zaraz za dwa dni. Na tą lekcje już z kolegom mieliśmy
nadzieję że chociaż na moment wyjedziemy na miasto. Okazało się że byliśmy chwilę dłużej bo aż 50 min.
Oczywiście najpierw ustawienia fotela, lusterek i dopiero jazda. Najpierw powoli, z lekką niepewnością.
Następne kilometry były już pewniejsze ale wiadomo że po kilku minutach raczej mistrzem kierowcy się nie
jest. Było jedno zawracanie na drodze o bardzo ale to bardzo małym natężeniu ruchu. Następnie kilka rundek
po okolicznych osiedlach. Tutaj też podczas jazdy małe pytanko ze znajomości znaków które akurat
mijaliśmy. Tak sobie jeździliśmy, jeździliśmy aż w końcu wypad na drogę że tak powiem główną która szła
przez miasto, droga na której już było można poczuć większy ruch. I znów lekki stresik, ponieważ wszyscy
jak widzą eLkę to byle to coś minąć. Szkoda tylko że nie pamiętają jak się sami uczyli. Na szczęście nikt
mnie nie strąbił. Mój rekord prędkości podczas jazd po mieście to 40 km/h czyli w granicach dopuszczalnej
prędkości. Po godzinie zjazd na plac, gdzie ja zakończyłem swoją lekcję a kolega zaczynał. Ogólnie ośrodek
super, a instruktorzy jeszcze bardziej. Naprawdę w porządku. Żadnego stresu, śmiechu z nimi co nie miara.
Oby każdy takich miał. Następne godziny mam już wyznaczone. W ramach możliwości czasowych i jakiegoś planu w głowie o czym jeszcze napisać będę to robił.
Do następnego :)
Dzięki że doczytaliście do końca.
Pozdrawiam.
U mnie w warszawce to się nowymi fabiami śmiga z motorkiem 1.0 :/. Powodzenia na tych kursach i szerokości :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńczes / witaj Kamil , tu czlowiek z blogu Pana Szanownego Pana Rafala Zuzaniuka co jezdzi w Canadzie , ja tez jestem kierowca tiry /auta ciezarowe tez w Canadzie , ja mieszkam w Edmonton , Alberta , Canada , zachodnia kanada , akurat Rafal Z. jest teraz 300 km. odemnie w Calgary , to ty jeszcze nie jestes kierowca tirow nie masz jeszcze prawa - jazdy czy jak ? bo zaduzo nie czytalem twojego wpisu , tyle tych blogow teraz i kazdemu chce doradzic troche , ja mam 3 lata stazu na tym w Canadzie i muwie ci ze to ciezka praca , fajna przygoda ale na poczontek to ciezka robota , wy tam w europie macie lepsze szkoly na nauke jazdy , w kanadzie to cie tak naucZom na szypko i tyle ,
OdpowiedzUsuńwpisze sie na wszystkie tu komentaze ,
powodzenia tez tobie na tirach , napewno zdasz i napewno znajdziesz prace tego sie kazdy nauczy ,